mail od dobrego kolegi skłonił mnie do przedstawienia okoliczności, w jakich usłyszałem słowa "Nieprzysiadalności" po raz pierwszy. Otóż:
Byliśmy w drodze z miasta. W drodze z miasta do biura byliśmy wtedy. Z wolna się posuwając, przez upał brnęliśmy w przód, może lekko zmęczeni, może nie, nie wiem jak On, ja chyba jednak, bo upał był przecież.
On szedł w koszuli błękitnej z krótkim rękawem, ja jak zwykle twardo w marynarce trwałem, tak mam już. Dyplomatycznie, mówią. Szliśmy w przód, poszukiwania przeprowadziliśmy wcześniej, czy powodzeniem zakończone? Chyba nie, nieistotne, nie pamiętam.
Poszukiwania zakrojone były. Tak, szeroko były. Ponieważ szukaliśmy rzeczy o tyle prostej, co orginalnej. Szukaliśmy w mieście tej rzeczy. Łódkę prosto znaleźć nie jest. Chodziliśmy więc ulicą Sienkiewicza, najpierw z góry w dół, do Placu Wolności dochodząc, potem w drugą stronę podążaliśmy, z dołu w górę.
Tak podążaliśmy z wolna, może lekko zmęczeni, może nie, nie wiem jak On, ja chyba jednak, bo upał był przecież. Skrzyżowanie z ulicą Paderewskiego, Ignacego zresztą, osiągaliśmy, gdy znajomego spotkaliśmy. Wilhelm mu na imię, kolega rozmawiał z nim, długo dość. Upał był przecież, w słońcu tak stać niezdrowo. Zmęczeni lekko, nieistotne. Po wymianie grzeczności kończących wymianę myśli i emocji (bo dobrze wychowani) odeszliśmy dalej, podążyliśmy w górę, z wolna, upał.
Rozmawialiśmy dużo, ja zmęczony jak świnia, on może zmęczony, może nie, jak świnia. Może i o polityce, o muzyce czy sztuce może nawet. Podążaliśmy bez łódki rozmowę tą luźną, lecz przyjemną prowadząc, o nastroju, aurze i humorze. Nagle kolega mój, z powodu nie danego mi zapamiętać, wiersz cytować zaczął. Ulicą Czarnowską podążaliśmy do biura, w której czekał na nas Ryszard (nad Jego duszą Panie przyświecaj).
Szliśmy tak z wolna, a On ten wiersz z pamięci mówił. O tym, że trzeźwy jak świnia, że z kobietą rozmowa. O nastroju, stoliku i pierdoleniu coś. O mężczyznach dwóch i o kobietach dwóch wiersz. Ładny, chaotyczny dość z pozoru, jakby spontaniczny taki. Powiedziałem, że mi się podoba, a może powiedziałem, że nie, nie pamiętam, był upał, nieistotne. Podążaliśmy tak, wiersz ten podążał razem z nami, słowa przepływały, z ust do uszu, moich, przechodzących ludzi, gorąco było, może lekko zmęczeni, może nie, nie wiem jak On, ja chyba jednak, bo upał był przecież.
Pozdrowienia i podziękowania dla Z.B.!
środa, 14 października 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz