Okej, back in a game, here I go again (to ostatnie jak u Whitesnake, albo Mandaryny, jak kto woli). Pisanie w wannie, wogóle używanie komputera w wannie jest trochę głupie, i to z wielu powodów. Przede wszystkim, niebezpieczne bla bla bla. Ale nie był podłączony tylko na baterii, wtedy też mógłby zabić jakby wpadł? Nie wiem, nie znam się, łotewa. Dalej: Zazwyczaj, siedząc w wannie, co zdarza mi się cholernie rzadko, czytam. Właściwie zawsze tak jest, pierwszy raz w życiu wziąłem ze sobą komputer do łazienki! Okej, kiedyś jeszcze zamiast czytania brałem walkmana z głośnikami, obstawiałem wannę kilkunastoma świeczkami i słuchałem muzyki. To było fajne, pomysł wziąłem z teledysku Korna - nie pamiętam do którego kawałka, coś z "Issues" chyba. Johnatan zabijał po kolei wszystkich chłopaków, Munky'emu wrzucał chyba lamkę do wanny w czasie takiej właśnie kąpieli. To głupie, bo skąd zapalona lampka podczas kąpieli ze świeczkami...? Okej, łotewa newermajnd. Wracając do wątku głównego: Wziąłem komp do kąpieli. Po co? Bo nie mogłem wytrzymać i doczekać się obejrzenia drugiego odcinka Californication, trzeci sezon...
Pytanie: Am I nerd? Odpowiedź: Ich bin ein Nerd! Tak, po części na pewno. Oglądam IT Crowd i Big Bang Theory, ale nie o sam fakt oglądania seriali chodzi: W tych dwóch, które przecież traktują o nerdach, dostrzegam pewne elementy ze swojego życia. Kocham Star Wars, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, jak głupie to jest. Ale fajne, i to mi wystarcza. Mam mnóstwo dziwnych nawyków. Są 5% tego, co wyprawia Sheldon w Big Bang Theory, ale jednak. Kurde, mam nawet figurki Starwarsowe (parę lat nie zaglądałem do szuflady, w której leżą, ale jednak są) i maskotkę Yody. I krecika. I drugiego krecika przy torbie. Czytam sporo fantastyki, gram w gry. To są symptomy bycia nerdem. Ale nie jestem takim stuprocentowym, i chyba dobrze. Chociaż może to świadczyć o jakimś rozbiciu, niezdecydowaniu, nie wiem. Poza tym, nawet jeśli bym był nerdowym dziwakiem, to co z tego? Dopóki by mi się to podobało, to chyba okej, prawda? I to nie jest usprawiedliwianie się! Ktoś mi kiedyś powiedział, że problemem wielu ludzi jest akceptowanie samego siebie w niezmienionej, czystej, nie poddawanej zewnętrznym wpływom i nieulegającej tendencjom formie, i to jest prawdziwa wartość człowieka. I to jest mądre. Ktoś też mi kiedyś powiedział, że prawdziwą mądrością jest umiejętność spojrzenia na coś oczami drugiego człowieka. To też jest mądre, ale ja dzisiaj coś do tego dodam: Na siebie też warto czasem spojrzeć oczami drugiego człowieka. Nie koniecznie po to, żeby coś zmieniać, po prostu żeby mieć tą świadomość. Cenna jest. Koniec pseudofilozofii.
A pierwsze dwa odcinki nowego sezonu Californication są genialne. Nie to, żeby być jak Hank Moody - nigdy, wolę być niby-wrażliwym, niby-twardym niby-nerdem. Ale ogląda się super, nie mogę się doczekać kolejnego :) Tyle na teraz. A, seria Kossakowskiej, po przeczytaniu 3/4 części ma tendencję spadkową, jeśli chodzi o jakość. Przeczytałem też fajną książkę Giełżyńskiego o Indiach, może niebawem opiszę. Wracam do big Bang Theory...paaaa
sobota, 3 października 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz