Temat literatury fantastycznej poruszałem już chyba kilkukrotnie. Ba, wklejałem część eseju zaliczeniowego na ten temat na zajęcia z literatury popularnej. Rozwodziłem się wielokrotnie w żywych rozmowach z przeróżnymi ludźmi, czytającymi różne (lecz nigdy z ogólnie pojętej fantastyki) dzieła. Zawsze, stawiając swój pogląd i wiedzę na temat tego gatunku naprzeciw bezpodstawnej niechęci (lub takiej, której podstawy były zupełnie błahe) spotykałem się z upartą, nie podpartą żadną sensowną motywacją ani wieloma racjonalnymi powodami negacją. Szczerze mówiąc, nie rozumiem. Jak można negować jakiś gatunek literatury, filmu, muzyki - czegokolwiek, bez poznania go chociaż w minimalnym stopniu?
"Nie przeczytam, to jest głupie, bo ma brzydką okładkę".
Kurde, szybka, spontaniczna analiza książek z gatunków inszych (odwracam się i spoglądam na półki z literaturą niefantastyczną: "Żart" Kundery (wyd. PiW), "Ciało Obce" Ziemkiewicza (wyd. Świat Książki), "Polowanie Na Czerwony Październik" Clancy'ego, (wyd. Amber), "Schodów Się Nie Pali" Tochmana (wyd. Znak). Cóż, to kilka wybranych. W mojej subiektywnej opinii, większość książek polskich autorów, których książki znaleźć można na półkach z fantastyką (często niesłusznie), wydanych jest o wiele ładniej - fajne rysunki i grafiki polskich artystów rysowników, porządne okładki, często twarda oprawa albo skrzydełka - bardziej lub równie estetycznie, niż wymienione. Inna sprawa, że okładki książek (głównie w wydawnictwach publikujących zagranicznych autorów) nie mają NIC wspólnego z treścią. Jest to oczywiście duży minus, ale dla wydawcy, nie autora.
"Ile można czytać o rycerzu walczącym ze złem?"
Stereotyp, rzecz charakterystyczna dla osób, które zupełnie nie znają tematu. Oczywiście, mnóstwo jest chłamu, jak wszędzie. Warto więc poznać jak nie klasykę gatunku, to przez kogoś polecane pozycje.
"Jest tyle ciekawszych i bardziej wartościowych pozycji"
A skąd wiadomo, że bardziej wartościowych? Skąd wiadomo, że ciekawszych? Bo tak napisali w ulubionym magazynie, tak powiedziała Kazia Szczuka, taki jest kanon literatury uznawanej za klasyczną (który co chwilę się zmienia, zgodnie z panującymi trendami i tendencjami w polityce i poprawności), bo te pozycje zostały "uznane przez ekspertów" albo ukazały się w kolekcji Gazety Wyborczej, Dziennika, Polityki czy czegoś innego? Należy mieć swój rozum, nie ślepo łapać to, co rzucają. Mnie szczerze mówiąc spora część z tych uznawanych znudziła. "Procesu" Kafki nie mogłem czytać po 50 stronach, "Żart" Kundery - może i fajny pomysł i fabuła, ale nudno się czyta (może to wina tłumaczenia, nie wiem) i nic nie wnosi, "Śnieg" Pamuka - za rekomendacją przeczytałem w orginale - jest kilka fajnych momentów i zdań, poza tym nuda. Ciekawym przykładem jest "Mistrz i Małgorzata" Bulhakowa, niedawno sobie przypomniałem o tym przypadku. Swietna książka, klasyczna powieść fantastyczna, która została uznana za klasykę literatury. A jak mówię, że to fantastyka, to się oburzają: No jak to, przecież to kanon literatury pięknej! A czy każda inna poza kanonem nie jest piękna? Większość autorów dzieł uznawanych za fantastyczne włada dużo bogatszym i piękniejszym językiem, niż Marquez, Kundera, Hrabal, Kafka, Heller, Pamuk czy Bułhakow. Tych autorów znam, więc wiem, co mówię (choć może to być wina tłumaczeń, ale niestety nei znam hiszpańskiego, czeskiego i rosyjskiego, aby przekonać się, że w orginale jest inaczej).
"Nie będę czytał autora X, bo wiem, że i tak Y jest lepszy"
Ponownie: Nie wiesz, dopóki nie przeczytasz. Absurdalność tego argumentu jest chyba widoczna gołym okiem.
"Fantastykę czytają gówniarze z przetłuszczonymi włosami i koszulkami Iron Maiden"
Cóż, jest to rzeczywiście stwierdzenie po części prawdziwe. Sam kiedyś byłem takim gówniarzem, a wyrosłem chyba, jak to mówią, "na ludzi". I chyba wszyscy moi znajomi, którzy takimi gówniarzami byli, też mają się dobrze. Są inteligentnymi, wykształconymi (ja wprawdzie jeszcze nie do końca) ludźmi, o których mówi się powszechnie, że są szanowani i "na poziomie". Ale może przypadek mnie i moich znajomych jest odosobniony, nie wiem, to moje spostrzeżenie. Poza tym, nie tylko gówniarze to czytają, czego i ja jestem przykładem, i wielu innych ludzi. Poza tym, literaturę tzw. klasyczną i piękną czytają również gówniarze (nie dlatego, że muszą, bo to lektury), i starsi ludzie, i kompletni idioci, którzy chcą się dowartościować i mieć o czym gadać na kolacji z zarządem swojej firmy czy na spotkaniu ze znajomymi żony/męża. To powoduje, że nie będziesz czytać? Chyba nie. A ja nie polecałbym sporej części fantastycznej prozy ludziom młodym - wielu rzeczy, analogii, nawiązań, porównań czy złożoności sytuacji po prostu nie zrozumieją. No chyba, że zrobią tak, jak ja, i po kilku latach przeczytają ponownie, aby ujrzeć tą prozę w zupełnie innym świetle.
Pewnie ten wywód wiele nie wniesie i nie przekona tych, którzy dać przekonać się nie chcą, "bo tak", ale przynajmniej mnie trochę spokoju i poczucia spełnienia da :) Zachęcam zatem i pozdrawiam!
niedziela, 22 listopada 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Tak na szybko btw gówniarzy w koszulkach i ich rzekomego zamknięcia w jednym gatunku:
OdpowiedzUsuń na zawszeTaki czytelnik będzie miał ogromne problemy (o czym zresztą piszesz) z wyłapaniem smaczków, anegdot a niekiedy całego kontekstu zdarzeń. I raczej nie kupi/nie poleci on kolejnej pozycji tego autora. Tymczasem pozycje Ziemkiewicza, Pilipiuka, Dukaja et consortes sprzedają się, chyba całkiem nieźle. Czyżby ktoś (gówniarze?) poszerzył horyzonty, wyszedł poza słowniczek przed spisem treści i kolejny raz docenił pióro autora? :)
Osobiście ciesze się, że czytając enty raz Sagę Sapkowskiego jestem przyjemnie zaskakiwany. Ot latek ubyło, wiedzy przybyło ;).
dokładnie, czołówka polskich autorów fantastyki z jej pochodnymi i podgatunkami sprzedaje ok. 20 000 sztuk jednego tytułu. Sapkowski oczywiście sprzedał sporo więcej. Poza tym, nie znam żadnego fana fantastyki, który nie czytałby nic spoza gatunku. Zazwyczaj czytają dużo i różnych gatunków i stylistyk. Natomiast ogrom ludzi na fantastykę (ogólnie pojętą, bo fantastyka to też political fiction typu "Przenajświętsza Rzeczpospolita" Piekary czy "Coś Mocniejszego" Ziemkiewicza, czy obyczaj grozy w stylu "Alicji" Piekary) z zasady albo z wymienionych wyżej powodów...Ale z drugiej strony, to przecież ich strata, czytając tą wspaniałą prozę jesteśmy w "świadomej elicie". W tym wypadku to "świadomość jest błogosławieństwem" :)
OdpowiedzUsuń na zawsze