Idę za prądem, tendencją, modą itepe. Nie to że czasem trzeba, po prostu mam ochotę. Jest moda na podsumowania, wszyscy dookoła podsumowują 2009 rok, prognozują na 2010, stwierdziłem więc, że jest to dość ciekawe, więc spróbuję zrobić swoje, wyłącznie muzyczne. Filmów wielu nie oglądałem, W gry nie grałem, o ksiązkach musiałbym napisać duuuużo, a i z wyborem miałbym problemy...
Wykonawcy: Riverside, Black River i 30 Seconds To Mars
W moim prywatnym rankingu, to do nich należał ten rok. Riverside nagrało wspaniałą płytę, która imo jest najlepszą. Wiem, wszyscy specjaliści i tró-znawcy muzyki progresywnej będą szczekać, że Riverside skończył się na "Out Of Myself", ale karawana jedzie dalej, i jedzie zajebiście szybko! Album "Anno Domini High Definition" określiłbym jednym słowem: Harmonia.
Black River pierwszą płytę wypuścili w 2008, ale ich wtedy nie znałem. Poza tym w tym roku wyszedł "black'n'roll", który nie jest tak doskonały jak debiut, ale i tak - zwłaszcza na tle pozostałych tegorocznych produkcji - wypada świetnie. Bo to dobra płyta jest, wesoła, spontaniczna, energetyczna, rock&roll z wykopem, czyli właśnie Black'n'roll. Black River: Energia
30 Seconds To Mars... Przyznam, że jeszcze miesiąc temu grupę Jareda Leto znałem z nazwy i pojedynczych kawałków, które mnie jakoś nie porywały. Kojarzyli mi się z emo-rockiem. Kumpel podesłał mi klip do "Kings And Queens", zapowiadającego ich nową, obecną już na rynku płytę "This Is War". Chłopaki chcieli nagrać album, który stanie się kultowy, który będzie legenda, przełomem w muzyce rockowej. I im się udało. "This Is War" jest świetną koncepcją , wykonaną w dobrym stylu. Brzmi wspaniale, kompozycyjnie jest super, Jared Leto jest nie tylko utalentowanym wokalistą, ale i kompozytorem. Nie wiem, kto wyprodukował ten album, ale należą mu się laury. 30 Seconds To Mars: emocje.
I jeszcze poza rankingiem: Vader! Za nagranie pierwszego (zdaniem tzw. ekspertów i krytyków słabego) albumu, który mi się spodobał :). No i bez opisów wyróżniam kilka bandów: Slayer, None, Thy Disease, Disperse
2. Koncert roku: Motorhead, Funeral For A Friend, Acid Drinkers, Riverside
Sam Hunterfest wygrywa w kategorii "Porażka roku", pisałem już kiedyś, dlaczego. Natomiast koncert Motorhead, za którym wcześniej jakoś nie przepadałem, był świetny. Funerale, którzy grali dzień wcześniej, zagrali bardzo fajnie, ale widać było ich wkurwienie i wcale się nie dziwię. Przyjechali zagrać dla kilkudziesięciu tysięcy ludzi, a pod sceną może ze 100 osób, w większości gwizdających i wyzywających ich od pedałów... Słabo, ale z drugiej strony konserwatywnej, metalowej publice postrockowy Funeral For A Friend mógł nie podejść. Mimo tego mogli uszanować fakt, że przyjechali, zagrali koncert dla publiki krzyczącej "wypierdalaj" i wywołującej na scenę odwołane Arch Enemy.
Byłem już na wielu koncertach Acid Drinkers, nie wiem ilu dokładnie. Ale ten na Hunterfest, z kawałkami z doskonałej płyty "Verses Of Steel", brzmiał po prostu cudownie. Tak, jak zazwyczaj nie bawię się na koncertach w powszechnym rozumieniu zabawy przy muzyce, tak Acidzi mnie porwali. Grali pięknie.
Riverside widziałem w tym roku dwa razy: Na juwenaliach na powiślu i jakoś w październiku w Progresji. Oba koncerty bardzo fajne, nic dodać, nic ująć - Riverside.
Rozczarowania
Jakichś wielkich zawodów nie miałem właściwie. Liczyłem, że nowy Muse będzie lepszy od poprzedniego, ale "Black Holes And Revelations" było zbyt dobrym albumem, żeby mogli nagrać lepszy. Co do prognoz: Albumowo to nie wiem, co ma wyjść, ale koncertowo: Sonisphere Festival w Warszawie: Metallica, Slayer, Megadeth i Anthrax - to piękne, że Wielka Czwórka zagra po raz pierwszy od ponad 20 lat w Polsce! Bilet już mam :) W kwietniu przyjeżdża też Sepultura, którą zobaczę trzeci raz. Bardziej ciekawy jestem supportującego ją Crowbar, zespołu Kirka Windsteina, którego znam i lubię z Down. A kto wie, może i na Pearl Jam na Open'er się wybiorę? Zobaczymy. Jedno jest pewne: Ten rok będzie dobry koncertowo!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz