czwartek, 5 sierpnia 2010

No i znowu się kajam. Bardzo długo się obijałem z pisaniem. Powiem Wam, że miałem nawet kilka pomysłów, parę inspiracji, ale jak już docierałem do komputera, siadałem, to zajmowały mnie jakieś inne, mniej istotne zapewne rzeczy i uciekało. A i w mej rzeczywistości też się sporo wydarzało, w sferach różnych, więc i czasu jakby mniej.

No ale do rzeczy. Mieliśmy ostatnio 66 rocznicę Powstania Warszawskiego, sporo się działo jak co roku. Powstanie Warszawskie to bardzo modny i medialny temat ostatnio. W sumie to dobrze, choć przy takich okazjach zawsze nasuwa się myśl, dlaczego równie hucznie nie świętujemy na przykład Wiktorii Wiedeńskiej, Cudu Nad Wisłą...? Mają zasadniczą przewagę: były wygrane. Sięgamy 600 lat wstecz, celebrując zwycięstwo nad Krzyżakami pod Grunwaldem, po czym 3 sierpnia z nowymi krzyżakami i nie pod Grunwaldem, a pod pałacem prezydenckim przegrywamy... No ale za bardzo wyjeżdżam, nie o tym miało być.

Obserwowaliście może zainteresowanie kwestiami historii Polski u muzyków? Nie tylko rodzimych, również tych zagranicznych. Przeanalizowałem sobie te przypadki, które znam, i doszedłem do ciekawych wniosków.

Wniosek Pierwszy: Historia Polski jest domeną muzyków (powiedzmy że) rockowych. W kraju mamy De Press i ich płytę "Myśmy Rebelianci" poświęconą żołnierzom wyklętym, no i powszechnie znane Lao Che i "Powstanie Warszawskie". Więcej przypadków krajowych, gdzie historia byłaby przedmiotem twórczości muzycznej, nie znam. Rockowego charakteru twórczości obu grup nie sposób odmówić

Wniosek Drugi, ciekawszy bo zagraniczny: Zachód zna naszą historię, szanuje ją i do niej nawiązuje w muzyce - oczywiście mocnej. Popatrzmy na zainteresowanie polską historią wśród artystów metalowych: Sabaton. Podbili serca polskiej publiczności utworem "40:1" o obronie linii nad Wizną w 1939. Słabo wcześniej znany szwedzki zespół heavy metalowy nagrywa świetny kawałek o fakcie historycznym, o którym nie mówi się w szkołach, o którym mało kto wie, a który jest przykładem niesamowitego bohaterstwa i determinacji. Chłopcy podłapują temat i na nowej płycie mamy utwór "Uprising" o Powstaniu, z doskonałym i chyba najdroższym teledyskiem, jaki został do tej pory wyprodukowany w Polsce - ze świetnym rezultatem, co się u nas zdarza rzadko. Ponadto Polska pojawia się jeszcze w bodaj dwóch innych utworach na płycie "Coat Of Arms", w tym jednej o bitwie o Anglię.

O tyle, o ile Sabatonowi (i wcześniej Lao Che) można by zarzucić koniunkturalizm, dobre wyczucie nastrojów i momentu na zbiciu na nich kasy (co w sumie jest pozytywne, bo efekty są super i lepiej, żeby na tym zbijali kasę, niż na śpiewaniu o pierdołach), nie można tego powiedzieć na przykład o tak niszowej kapeli jak Marduk. Black Metal to muzyka dla wybranych - mianowicie tych, którzy są w stanie odróżnić jeden kawałek od drugiego. Ja nie umiem, nie rozumiem tej muzy. Ale mrocznym szatanistom z Marduk należy się ukłon za utwór "Warschau", w którym, na swój mroczny, blackmetalowy sposób oddają cześć powstańcom warszawskim - a przynajmniej tak wyczytałem w komentarzach, bo tekst jest tak mroczny, że jasno to z niego nie wynika :)

Dalej: Holenderska kapela Hail Of Bullets wydała niedawno całą EPkę zatytułowaną "Warsaw Rising". Materiał ten został wydany w limitowanej edycji Digipacka w ilości 2000 sztuk. Oczywiście w Polsce był nie do kupienia, a informacja o tym znalazła się na kilku niszowych portalach muzycznych. Trochę wstyd, nawet bardzo.

Jaki nie byłby nasz stosunek do ekstremy muzycznej, to faktem jest, że mocna muza na świecie jest dużo bardziej ceniona niż u nas, a i nasze muzyczne towary eksportowe to właśnie ekstrema, czyli Behemoth i  Vader. Kolejny, nieśmiały wniosek: Może to właśnie wykonawcy z gatunków rockmetalowych są na tyle świadomi i ambitni, by zbierać wiedzę i sięgać do źródeł historycznych? Może wynika to z tego, że do swojej twórczości, i  - co za tym idzie - odbiorców podchodzą poważniej, niż reszta...? Nie wiem, poddaję pod rozwagę.

 Szkoda, że nie potrafimy docenić tego, że ktoś docenia nas, naszą historię i jej piękno i dramatyzm. Tego dowartościowania przecież potrzebuje 2/3 tego narodu, przykre jest, że gdy je otrzymuje, niezależnie od tego, w jakiej formie i na jaką skalę, leje na nie ciepłym moczem.

3 komentarze:

  1. Wielki powrót! ;-)

    Najpierw świętowanie - Cud nad Wisłą świętujemy i to z rozmachem, bo to 15 sierpnia: Święto Wojska Polskiego ;-) Tak się rozmarzyłem nad wycieczką do Wiednia, żeby tam coś porządnego urządzić. No, ale z okazji Euro2012 będziemy czcili Polskę od morza do morza :-)

    Co do muzy - w znacznym stopniu domena bardów (ale rozumiem, że ten wątek celowo pomijałeś). Ponieważ zaś za "naszą i waszą", nasi przodkowie tłukli się na wszystkich możliwych frontach World War II, to w zasadzie każdy muzyczny hołd dotyczący sprawy w pewnym stopniu nas dotyczy.

    SZACUN z MIASTA! ;-)
    ZB

    Ps. Podlinkowuję Cię u siebie, o Holendrach nie słyszałem - dzięki.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Bardów pominąłem celowo ze względu na specyfikę ich twórczości. Wziąłem pod uwagę muzykę rozrywkową. Co do 15 sierpnia, to jasne, racja, z tym że mam wrażenie, że niewiele osób wie, skąd ta data. Liczy się parada (której nie będzie) :) Co do Wiednia, to sam mam ochotę się wybrać i na Kulczycki Strasse odwiedzić pierwszą w Europie kawiarnię założoną przez Franciszka Kulczyckiego, szpiega w służbie Watykanu i żołnierza w służbie Jana Sobieskiego :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Z przyjemnością się z Tobą nie zgodzę w kwestii przypisania tematyki historycznej do rocka. :) Z przyjemnością, bo to bardzo ok, kiedy za pomocą muzyki nasza historia trafia do różnych odbiorców - o czym zresztą piszesz. Pierwszy, dosyć skrajny (imho na miarę Marduka ;)) przykład jest tutaj http://w323.wrzuta.pl/audio/5JowAQ8p03l/tede_w_s_z_c_n_e_-_a_pamietasz_jak tekst: http://www.teksty.org/Tede,A_pami%C4%99tasz_jak Jak widać nawet takiego niepoważnego ;) bananowca jak Tede naszło na historię. Użyte wyrażenia w stylu "napierdala w nas Schleswig - Holstein" brzmią zapewne dla /chcemy czy nie/ sporej części młodych ludzi bardziej atrakcyjnie niż ostre riffy. Poważniejszym projektem, który osobiście polecam jest "39/89 - Zrozumieć Polskę" rapera, triphopowca i jazzmana L.U.C-a. Na YT są filmiki z jego koncertu w TVP. Na przykłady z niszowego punka, punkrocka (chyba nawet rac :P) nie mogę się powołać dopóki nie odzyskam swojego dysku - ale na bank takie są. :)
    O, jeszcze z nie-rockowej, a elektronicznej muzyki zagranicznej przypomniałem sobie na szybko koncert JMJ w Stoczni Gdańskiej. Super widowisko, polecam zwłaszcza wersję "Murów"!

    --
    w_D

    OdpowiedzUsuń na zawsze